Kolejny dzień, kolejny ból. Tym razem jednak nie ten fizyczny, który o dziwo dzisiaj znikł - przynajmniej narazie - lecz ten psychiczny. Boli mi gdy widzę spacerujących sobie za okanmi spokojnie ludzi. Z jednej strony chciałabym być taka jak oni - móc żyć normalnym życiem. Z drugiej strony... dzięki temu wszystkiemu doceniam życie. Zwykli ludzie tego nie robią. Gonią gdzieś zapatrzeni w swoje sprawy, nie potrafiąc przystanąć by popodziwiać liście drzew, małego robaczka pełzającego przez chodnik czy też promienie słońca wpadające do pokoju.
Tak słońca. Teraz się wypogodziło, chodź w nocy była burza. Cóż lubię burze, zwykle dobrze mi się podczas nich śpi, gdy jestem kołysana pieśni wiatru na zewnątrz i bębnieniem deszczu o szyby. Dzisiaj jednak nie mogłam zasnąć. Zbyt wiele myśli trapiło moją głowę.